
Do Sogo udaliśmy się większą częścią redakcji. Trafiliśmy bez problemu bo ten nowy warszawski klub nocny ma świetną lokalizację – ścisłe centrum stolicy - Przy Placu de Gaulle'a - w dawnej siedzibie klubu Tango. Przyznamy, że właśnie w siedzibie Sogo widzieliśmy jego główną zaletę, ale pozytywnie zaskoczyła nas nie tylko lokal.
Za wejście zapłaciliśmy 80 zł za czterech, więc wyszło 20 zł na głowę – tanio, nawet jak na warszawski klub nie mówiąc już o klubie nocnym. Bilety sprzedała nam uśmiechnięta ładna Pani i skierowała nas do części klubowej do której prowadzi długi korytarz. Wchodzimy..
Klub
Duża sala główna, w której dominuje podświetlana od dołu scena do tańczenia z dwiema rurami. Wzdłuż ścian poustawiane są wygodne przyjemne fotele z ławami, łatwo znaleźć przytulny i intymny zakątek. Na samym końcu, w rogu sali jest bar i dodajmy – z rozsądnymi cenami! Ale nie trzeba tam wcale zaglądać, bo wszystkie drinki przyniesie Ci barmanka.
Na parterze znajdziesz jeszcze ubikację, co ważne czyste i zadbane! Jest jeszcze piętro, gdzie z wybraną tancerką znajdziesz naprawdę intymne strefy – czyli private room i private dance.
Słowo o najważniejszym – dziewczyny
W klubie byliśmy dwa razy jednego wieczora, pierwszy raz było ok. 30 – 40 gości i kilkanaście dziewczyn. Jak wróciliśmy do klubu o 4 w nocy było już niewielu gości, ale dziewczyn nie ubyło. Swoją „miłość” znajdzie w Sogo amator prawie każdego typu urody, dominują raczej młódki, ale jak ktoś ma ochotę na taniec z trzydziestką to też może. Dziewczyny są ładne i naprawdę dobrze tańczą, nie tylko na rurze, gdy usiedliśmy przy scenie ujęły nas zaangażowaniem i fantazją – dwie prawie kochające się ślicznotki to zajebisty widok.
Taniec prywatny podobał nam się najbardziej i nie jest to jakieś 3-4 minutowe wyginanko, ale naprawdę mocna strona SOGO. Za 100 złotych piękna czarnulka pokazała nam co to jest prawdziwy private dance racząc nas swoimi wdziękami przez prawie 20 minut! Szaco.
Mimo, że w klubie oprócz nas było jeszcze kilku facetów dziewczyny tańczyły do końca, ale widać, że były już zmęczone i powoli mają na dziś dość, my w sumie też. Jedyne udziwnienie jakie spotkaliśmy w klubie to wałęsające się ni to tancerki, ni to dziewczyny z klubu – trudno wyczuć, ale tańczyć nie chciały.
Ocena
Wychodziliśmy z klubu przed godziną piątą. Jeszcze nie świtało, jak zwykle przed klubem taksówkarze, my na szczęście mieliśmy swojego zaprzyjaźnionego, który polecił nam jeszcze jeden nowo powstały klub nocny.
Wizytę w SOGO zaliczamy do bardzo udanych i z czystym sumieniem polecamy nawet w weekend! Jeżeli zdecydujecie się na SOGO, chętnie poznamy Wasze zdanie, my przyznajemy
|