Dojazd z rynku kosztował na 60 zł (chyba jednak daliśmy się zrobić taksówkarzowi) ale w zamian za to taksa podwozi Cię pod same drzwi, a jak masz szczęście już na parkingu uśmiechem przywita się Pan ochroniarz, mówiąc dobry wieczór.
Wjazd jest tani, po uiszczeniu opłaty wchodzisz do dość dużego lokalu z centralnie umieszczonym wybiegiem z rurą (obejrzyj triler filmu o klubie). Dużo miejsc siedzących. My byliśmy w sobotę i zastaliśmy trochę angoli co przyjechali do Krakowa ze 100 funtami w kieszeni, ale dziewczyn wystarczy dla wszystkich, zwłaszcza, że wydało nam się wolą tańczyć dla swojaków. Miło się uśmiechają zachęcając do wspólnej zabawy. Nawet największa niedojda sobie pobaluje – same po niego przyjdą:).
Panie – pełny wybór, każdy znajdzie sobie żonę. Taniec odbywa się w specjalnym pomieszczeniu z rurką, gdzie panuje nastrojowy półmrok, można również poprosić o taniec w ustronnym miejscu na sali - będzie widniej. Panie nie chętnie pozawalają się dotykać, ale za to wiedzą co to taniec, ładnie pachną i są bardzo ujmujące. Każde wejście do „pokoju zwierzeń” kosztuje cię 80-100 zł.
Bar jest dobrze wyposażony, ale trzeba uważać bo łatwo przesadzić :).
UWAGA – w klubie można płacić kartą – także za taniec! PS pamiętaj, by zostawić sobie trochę grosiwa na taksę. Generalnie, spędziliśmy w klubie ok. 2 h, ocena klubu go go od szaco - 4+. Plus za wystrój i możliwość płacenia kartą.
.
